poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 3.
Nogami dotykałam już dna. Nie widziałam dla siebie żadnego  ratunku, to były ostatnie chwile mojego życia.  Nagle  poczułam ruch obok siebie, i ktoś pociągnął mnie mocno za rękę . Powierzchnia była coraz bliżej. Wydostałam się na powierzchnie. Zaczęłam krztusić się wodą a oczy miałam całe załzawione.  Obok mnie w wodzie płynął... Carter, chłopak z mojej klasy o  ciemnych włosach i piwnych oczach. Pomógł mi wejść na pomost. Patrzyłam się na niego z wdzięcznością przez parę minut.  - Dziękuję .- wybełkotałam cała roztrzęsiona. Carter spojrzał na mnie z uczuciem, i nic nie odpowiedział. Czułam się głupio, jestem ratowana przez chłopaka w którym podkochuję się od 1 klasy. Otworzyłam usta żeby jeszcze coś powiedzieć, lecz nie zdążyłam , gdyż Carter przysunął się do mnie gwałtownie i pocałował . Powoli się od niego odsunęłam i spojrzałam prosto w oczy. - Ale czemu....- nie dokończyłam, gdyż  brunet przytknął mi palec do ust w geście uciszenia. Ponownie spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Zatopiłam się w piwnym kolorze jego oczu, były bramą do jego duszy, jednak nie dało się z nich zbyt wiele wyczytać. W roztargnieniu nawet nie zauważyłam jak odszedł. Siedziałam sama na pomoście , cała przemoczona i zziębnięta. Po policzkach zaczęły ściekać mi łzy. Nie wiedziałam co robić , czy powiedzieć komuś o napisie który pojawił się na mojej ścianie. Ale Carter musiał coś o tym wiedzieć, skoro przybył mi z pomocą, na pewno . Muszę jak najszybciej z nim porozmawiać. -Może widział  kto mnie wrzucił do stawu...?- pomyślałam. Cała dygocząc, powoli wstałam i ruszyłam w stronę domu. Po dotarciu do szklanych  drzwi , weszłam do kuchni , gdzie nadal siedział Jonathan. Nawet nie zauważył że jestem cała mokra , i krztuszę się co chwilę. -Już jestem!- krzyknęła mama wchodząc do domu.  Słychać było stukanie jej butów na obcasie.  Weszła do kuchni i z wrażenia upuściła torebkę. - Zoe! Co ci się stało?! Czemu jesteś cała mokra?!- Pytała mama . - Mamo, nie mam teraz ochoty na wyjaśnienia idę wziąć prysznic.- odpowiedziałam, i ruszyłam schodami do łazienki. Dla pewności zajrzałam jeszcze do mojego pokoju. Otworzyłam usta ze zdziwienia . Napis na ścianie zniknął. Weszłam do łazienki, zamknęłam drzwi i weszłam po prysznic. Strumienie ciepłej wody obijające się o moje nagie ciało, działały  kojąco i dawały  czas na przemyślenie dzisiejszych wydarzeń. Po wyjściu z pod prysznica owinęłam ciało ręcznikiem, i skierowałam się do mojego pokoju. Ubrałam biały T-shirt z Ciasteczkowym Potworem oraz krótkie, materiałowe spodenki w niebieskie, pionowe paski. Rzuciłam się na łóżko.- Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.- powiedziałam pod nosem. Weszłam pod kołdrę , nasuwając ją sobie pod sam nos. Zgasiłam światło . Szybko odpłynęłam w głęboki sen.

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 2.

Przez parę dni nic się nie działo, i każdy mógł wrócić do normalnego życia. No dobrze, prawie każdy. Jak zwykle wszyscy nas wyśmiali, że wymyślamy jakieś nie stworzone historie i bez podstawy ich wszystkich przestraszyliśmy. Ale w głębi duszy czułam nadchodzące niebezpieczeństwo. Przechodziłam właśnie przez zatłoczoną ulicę. Krople deszczu spadały strugami na kaptur mojego karminowego płaszcza, całkowicie go przemaczając. Zatrzymałam się na chwilę przed szybą sklepową. Zdjęłam kaptur i spojrzałam na swoje odbicie. Miałam  długie kasztanowe włosy które opadały kaskadą na ramiona, a na świat patrzyłam dużymi,lazurowymi oczami, które okalał rząd długich, lśniących,czarnych rzęs. Małe brzoskwiniowe usta wykrzywione w niepewnym uśmiechu , oraz nieco zadarty nos. Policzki płonęły czerwonym rumieńcem na tle jasnej cery. Byłam raczej szczupłą osobą o zgrabnej sylwetce. Odchodząc od szyby wyjęłam telefon i postanowiłam zadzwonić do mojej najlepszej przyjaciółki Gwen. Przyłożyłam telefon do ucha. Czekałem aż może odbierze, ale jednak tylko włączyła się poczta głosowa. Głośno westchnęłam i ruszyłam dalej brukowaną uliczką. Doszłam do mojego domu, 1 rodzinnej willi z czerwonej cegły.  Weszłam przez szklane drzwi od strony patio, które prowadziło prosto do kuchni. W niej zastałam mojego ojczyma, Jonathan'a. On również miał córkę w moim wieku, której szczerze nienawidziłam. Jonathan cały czas mi wypominał że mam takie nie poważne imię (Zoe), że powinnam mieć imię jak jego córeczka, Geneviefe, i jej przyjaciółeczki Meredith i Vivianne. Ale miałam  jego skargi poprostu gdzieś. -Cześć.- powiedziałąm wchodząc przez drzwi. - Dzień dobry. - odpowiedział Jonathan przeglądając gazetę i popijając kawę. Podeszłam do miski z owocami i wybrałam jabłko  o krwistoczerwonej barwie. Ugryzłam je i ruszyłam w stronę schodów z podgrzewanymi stopniami, które prowadziły do mojego pokoju. Weszłam na piętro i zobaczyłam, iż drzwi do mojego pokoju są uchylone. Gdy przez nie weszłam na ścianie widniał napis w kolorze krwi który głosił:  PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ I TAK ZGINIECIE. Wrzasnęłam i zbiegłam po schodach. Szybko chwyciłam kurtkę i pobiegłam przez ogród do naszego prywatnego stawu. Stanęłam na pomoście wpatrując się w czarną toń stawu. widać było moje odbicie . Nagle za mną pojawiło się odbicie kogoś innego...nieznajomego. Odwróciłam się szybko. Niestety nie zdążyłam przyjrzeć się twarzy nieznajomego, gdyż popchnął mnie i wpadłam do jeziora. Nie mogłam się wynurzyć, coś ciągnęło mnie na dno. Słyszałam coraz szybsze bicie mojego serca,czułam każdą komórkę mojego ciała, jednak nie mogłam poruszyć niczym. Krew szumiała mi w uszach, a oczy zachodziła coraz bardziej mgłą. Przed oczami widziałam tylko czerń, ciemność której nie mogłam uniknąć. Całe życie przeleciało mi przed oczami. Jednak już nic więcej nie pamiętam..



Hej z tej strony TaSzalona:*  bardzo proszę o komentarze, one wiele dla mnie znaczą, dzięki nim wiem czy ktoś mnie czyta i czy  dalej mam kontynuować moja przygodę z pisaniem. Z góry dziękuję :)

środa, 25 grudnia 2013

Jednym tcheeem

Jednym Tchem
Walcz o przetrwanie, drugiej szansy nie BĘDZIE

ROZDZIAŁ 1.
Siedziałam samotnie pod starym drzewem na trawniku szkoły. Martwiłam się klątwą o której mówili nam nauczyciele, a której żaden uczeń prócz mnie nie potraktował poważnie. Ostatnio obok budynku szkoły do którego uczęszczałam, pojawiła się ogromna budowla wyglądem  przypominająca gmach bądź stare, bogate zamczysko. Klątwa głosiła iż jeśli każdy z uczniów uczęszczających do 3 klasy gimnazjum zostanie przyłapany gdy chodzi po starym zamczysku, na szkołę zostanie zesłana plaga, bądź wydarzy się jakaś katastrofa. Jedyną uczennicą ze wszystkich które nie zostały przyłapane byłam ja, Zoe Anderson. Nawet najgrzeczniejsze uczennice odważyły się przekroczyć próg zamku, niestety szczęście im nie dopisało gdyż zostały przyłapane, przez co byliśmy o kolejny krok bliżej katastrofy zesłanej przez pradawną klątwę. Wielokrotnie byłam przekonywana do wejścia do zamku, za każdym razem odmawiałam w obawie o własne życie oraz innych.  Wstałam z trawnika zmierzając w kierunku bram szkoły. Gdy weszłam trzecie klasy patrzyły się na mnie z ciekawością , nadal  były ciekawe czy odważę się przejść przez próg. –Heeej laska idziemy gdzieś na chwilę.- powiedziała Kunegunda prowadząc mnie do schodów ….które były drogą do zamczyska! Próbowałam się jej wyrwać, ale z pomocą przyszedł jej Peter który wziął  mnie na ręce. Już po chwili stanęliśmy przed progiem. Bałam się zaraz za nim siedziała w bujanym fotelu odwróconym tyłem do nas jedna z nauczycielek. Stanęłam delikatnie na progu i nagle fotel odwrócił się do nas przodem . Siedziała w nim jedna z katechetek. Jej oczy były całe białe , przemówiła do nas głosem jakby była w transie. – Głupcy sami skazaliście się na potępienie, plaga spocznie na was, szykujcie się. Staliśmy troje przerażeni, zaczęliśmy wrzeszczeć i zbiegliśmy po schodach. Krzyczeliśmy na korytarzu że ta klątwa jest prawdą i musimy się szykować. Wszyscy byli równie przerażeni co my .  I tak zaczęła się największa tragedia naszego życia.


Koniec. PS Proszę o komentarze :*