sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 7.

Woda stawała się coraz bardziej błotnista. Nagle wiosło, zahaczyło o coś w wodzie. Próbowałam je wyciągnąć, ciągnęłam z całej siły. Niestety, to >coś< nie dawało za wygraną. Na wiośle pojawiła się koścista ręka. Wrzasnęłam, puściłam wiosło i rzuciłam się w głąb łódki. Cała łódź zaczęła się trząść, już po chwili wywróciła się do góry dnem, a ja wylądowałam w błotnistej wodzie.Szamotałam się pod wodą, kościste ręce zaczęły łapać mnie na nogi i ściągać na dno. Wyciągnęłam na oślep nóż z paska i zaczęłam nim ciąć wodę wokół siebie. Możliwe że trafiłam parę paskudnych stworów, gdyż usłyszałam przeraźliwe piski obok mojego prawego ucha. Stwory puściły na moment moje nogi, a ja wykorzystując szansę, zaczęłam płynąć ku górze. Wydostałam się na powierzchnię i oczyściłam oczy z błota. Wdrapałam się do łodzi nadal wywróconej do góry dnem. Obok przepływało wiosło, więc je chwyciłam i zaczęłam zamaszyście wiosłować w kierunku małej piaszczysto-błotnistej wysepki wyłaniającej się z mroku. Wokoło rosło zgniłe i śmierdzące zboże. Usłyszałam szelest traw, odwróciłam się i......skoczył na mnie ogromny zmutowany pies. -Aaaaaa!!! Zostaw mnie!! Puszczaj!- krzyczałam , próbując zrzucić z siebie potwora. Lecz ten nie dawał za wygraną. Nóż nadal trzymałam w ręce, więc wbiłam  potworowi w przegub. Ten zapiszczał, rzuciła się na mnie z kłami, lecz ja uchyliłam się i wpadł do wody, gdzie zajęły się nim wodne stwory. Dopływałam już do wysepki, na której zobaczyłam... Sydney i Carly! Sydney cała zakrwawiona leżała na piasku  a obok niej na kolanach siedziała Carly z ogromną raną na ręce. Wysiadłam z łodzi i podbiegłam do nich. - Zoe... jak dobrze Cię widzieć żywą..- wybełkotała ledwo żywa Sydney. - Carly, co wam się stało?? - zapytałam . - Zaatakowały nas te zmiechy .- powiedziała smutno Carly. - Chodźcie , wsiadajmy do łodzi, musimy się stąd wydostać. - rzekłam i pomogłam wstać Sydney. Gdy wszystkie wsiadłyśmy, bez wiekszych problemów udało nam się dołynać do brzegu. Byłyśmy zaskocozne tą nieporadnością zmiechów oraz że wogóle nie zareagowały na to, że płyniemy. Wydostałyśmy się z łodzi. Na korytarzu nie było wody, czyli Macka zabija gdzie indziej. - Nie mamy dużo czasu, gdzie ostatni raz widziałyście Gwen?- zapytałam zniecierpliwiona. - Ja widziałam ją jak zbiegała do szatni, w piwnicach.- odpowiedziała słabym głosem zielonooka Sydney. - Musimy się tam udać. Obie przyjaciółki przystanęły na moją propozycję. Ruszyłyśmy więc schodami na dół. W pewnym momencie Carly padła na ziemię...


Dzięki za komentarze, mam nadzieję że czytelników przybędzie więcej :}

1 komentarz:

  1. Jak znowu każesz mi czekać na dalszą część.
    life-is-enough.blospot.com

    OdpowiedzUsuń